Zaloguj się
Zimowy głód jazdy: rozmowa z Marcinem Grucą

Do startów w zimowych maratonach zachęcił całą swoją rodzinę, śliskie i zmrożone trasy pokonuje z uśmiechem, a podczas maratonów wypatruje saren i dostojnych łosi. Poznajcie dobrego ducha Northtec MTB Zimą – Marcina Grucę.

W zimowych maratonach startujesz z synem i z żoną. Styczeń, niskie temperatury i zmarznięta ziemia to dobre okoliczności na rodzinny piknik?

Jeżeli chodzi o czas spędzony z rodziną i z przyjaciółmi, to nigdy nie ma złych okoliczności. Odpowiednie nastawienie i pogoda ducha powodują, że wewnątrz jest naprawdę ciepło. Kto jeszcze nie spróbował ścigania się po śniegu, zachęcam gorąco. To niesamowita frajda, a przy tym można podszlifować technikę.

Taki lutowy maraton to dla Ciebie część większych przedsezonowych przygotowań?

Przygotowania rozpoczęliśmy w połowie grudnia, ale ze względu na warunki atmosferyczne głównie pracujemy nad wydolnością i rozwojem ogólnym. Rzadko wsiadamy na rower. Tak naprawdę, właściwe przygotowanie rozpoczynamy dopiero od zimowych maratonów. Dzięki temu pojawia się u nas głód jazdy i ścigania się na dwóch kółkach.

Wiele ludzi na samo wspomnienie ścigania się po zmrożonym lesie dostaje dreszczy i nie wierzy, że może to być przyjemnością. A Ciebie co przekonało do startu w Northtec MTB Zimą?

W zasadzie sezon rowerowy kończy się na początku października. Kolejne, zimne i deszczowe miesiące nie zachęcają specjalnie do jazdy na zewnątrz. Wtedy rzeczywiście można stracić trochę motywacji. My wykorzystujemy ten czas na ładowanie akumulatorów. Zimowe maratony zaczynają się w momencie, kiedy już powoli zaczyna się tęsknić za rowerem. To dodaje pozytywnego kopa, aby ruszyć się i spalić, ekhm… pewne nadmiary nagromadzone przez zimę. No i nie zapominajmy o tym, że polskie lasy w zimowej scenerii wyglądają niesamowicie. A na trasie można spotkać dziki, piękne sarny czy dostojne łosie.

Maraton w Jeruzalu miał dwa oblicza. Zacząłeś jazdę na zmrożonej trasie, kończyłeś na mocno rozmokłym podłożu. Jak to wpłynęło na Twoją taktykę i finałowe miejsce?

Taktyka w zasadzie jest prosta – jak ruszysz, to musisz po prostu dotrzeć do mety, czerpiąc przy tym maksimum przyjemności. Potraktowałem tę trasę jak kolejne doświadczenie. Na oblodzonej prostej startowej można łatwo zaliczyć upadek. Trzeba było dostosować prędkość do warunków i skoncentrować się w stu procentach na utrzymaniu równowagi. Na szczęście po wjeździe do lasu lodu już nie było, a śnieg był mocno rozjeźdżony. Wzrost temperatury w czasie trwania wyścigu spowodował, że podłoże miejscami stawało się błotniste. Do takiej nawierzchni jestem przyzwyczajony, więc mogłem cało i zdrowo dotrzeć do mety.

Walka w peletonie była wyjątkowo zacięta. Co chwila odchodziły ucieczki, mocne tempo, nikt nie chciał odpuścić. Jak wytrzymałeś kondycyjnie trudy takiej rywalizacji?

Taka walka dotyczy głównie pierwszych 2-3 sektorów. Jazda z dalszych sektorów jest zdecydowanie spokojniejsza. Przez większość czasu jechałem w 5-6 osobowej grupie. Zmienialiśmy się co pewien moment, dlatego spokojnie wszyscy dotarliśmy do mety z uśmiechem na twarzy.

Twój syn osiąga znakomite rezultaty. Taka już Wasza rodzinna tradycja, by aktywnie spędzać czas na rowerze?

Bardzo dziękuję w imieniu syna! Rowery to nasza nowa rodzinna tradycja, która, mam nadzieję, potrwa jeszcze dużo czasu. Rozpoczęliśmy jeździć wspólnie w 2014 roku z bardzo prostej przyczyny – mój syn baaardzo lubił słodycze. Trzeba było coś zrobić, aby zachęcić go do aktywności fizycznej. Po kilku nieudanych próbach i sekcjach sportowych, przesiedliśmy się na rowery i… zaskoczyło. Michał dziś wykręca całkiem fajne wyniki, a nas to dodatkowo motywuje do wspólnych treningów i jazd na kolejnych zawodach.

Co czujesz, patrząc na swoją latorośl tak sprawnie śmigającą na rowerze wśród rówieśników? Może planujesz już dla niego kolarską karierę?

Cieszę się z tego, że jemu to sprawia radość i że chce mu się robić coś ciekawszego niż oglądanie kreskówek czy granie na tablecie. Ale uważam, że każdy sam powinien sobie ułożyć życie i robić to co będzie chciał. Dlatego jestem bardzo daleki od planowania mu czegokolwiek. Co do samej kariery sportowej to… spróbuję wręcz mu jej odradzić. Sport amatorski, który uprawiamy, na pewno uczy pokory, wytrwałości i szacunku, a to bardzo ważne rzeczy. Ale na co dzień, prócz sprawności fizycznej, trzeba również dobrze umieć matematykę, znać języki obce. Wierzę, że mój syn wtedy na pewno sobie poradzi w życiu i zrobi fajną karierę.

Długo musiałeś zachęcać młodego do startów w zimie? A może to on musiał Cię namawiać, żebyś zezwolił mu pojeździć po śniegu?

Ani trochę. Michał w styczniu jest już tak wygłodniały jazdy na rowerze, że aż rwie się do zawodów. Starty to dla niego okazja aby nie tylko pojeździć na rowerze czy podszlifować technikę, ale również możliwość spotkania się z kolegami z maratonów.

Latem też będziecie jeździć razem na maratony Cezarego Zamany?

Jak najbardziej! I to nawet całkiem sporą ekipą z przyjaciółmi z KAMYK Radzymin MTB Team. W letnich maratonach dołączy do nas jeszcze moja 7 letnia córka Ewa. Chociaż nie ma ona takiego parcia na rower jak Michał, ale kto wie, może obudzi się w niej prawdziwy tygrys ścigania? Liczymy przede wszystkim na nowe miejsca do jazdy, jak Dobrzyń nad Wisłą. Z chęcią odwiedzimy też stare, dobrze sprawdzone trasy w Józefowie czy Olsztynie.

Rozważałeś stworzenie rodzinnej drużyny na którąś z naszych etapówek – Gwiazdę Południa lub Północy?

Jeszcze nie myślałem nad tym. Delikatnie mówiąc, z moją obecną zimową kondycją Gwiazda Północy będzie chyba właściwsza. Gwiazdę Południa znam tylko z relacji koleżanek i kolegów oraz ze zdjęć i mówię na dziś pas. Ale kto wie – może za rok czy dwa porwę się na nią i sprawdzimy, czy uda mi się zabłysnąć.

2018-02-22 POWRÓT

 

Długo wyczekiwana filmowa premiera
Odważ się na Bicycle Speedway Race w Toruniu
Biuro zawodów podczas Częstochowa Trek Race
W Józefowie maraton co się zowie!
O cookies
Cyklopedia/3w4u.eu
Czy możemy Ci
w czymś pomóc???
Napisz do nas